Rudy Ogon (rudy_ogon) wrote,
Rudy Ogon
rudy_ogon

505 lat temu pod Orszą


ilust. Kniaź / fragment obrazu Bitwa pod Orszą, mal. nieznany, Muzeum Narodowe w Warszawie

Za czasów Kazimierza Jagiellończyka wschodnia granica Wielkiego Księ­stwa Litewskiego biegła od Karaułu nad Morzem Czarnym do Narwy na wybrzeżu Bałtyku – w linii prostej było to oko­ło 1300 km. Najbardziej wysuniętym na wschód księstwem, które utrzy­mywało przyjazne stosunki z Litwą, był Twer. Kniaziowie Glińscy z linii smoleńskiej, władający na Hlince, al­bo Kozłowscy lub Żylińscy w księ­stwie wiaziemskim mieli bliżej do Moskwy, która przejawiała ambicje dominacji nad całą Rusią, niż do Wil­na – jakieś 120-200 km.

W latach siedemdziesiątych XV wieku książę moskiewski Srogi zaczął przekuwać w czyn ideę zbierania ziem ruskich. Gdy objął władzę w 1462 roku, jego państwo li­czyło 430 tys. km kw., a w momencie wstąpienia na tron jego wnuka Iwa­na IV Groźnego było już ponad sze­ściokrotnie większe – obejmowało 2800 tys. km kw.

Za panowania Iwana III niepo­miernie wzrósł także prestiż państwa moskiewskiego, które przejęło spu­ściznę ideologiczną po , dobitym przez Turków w 1453 roku. Książę moskiewski poślubił Zofię, bratanicę ostatniego cesarza bizantyńskiego Konstantyna Dragasesa, i zaadaptował atrybuty bizantyńskiej ideologii państwowej, m.in. na pie­częci wielkoksiążęcej rozpostarł skrzydła dwugłowy orzeł. Komunikat był bardzo wyraźny, po upadku Rzy­mu i Moskwa stała się „trzecim Rzymem” stolicą i protek­torką religii greckiej (prawosławnej). Było jasne, że moskiewscy Rurykowicze mają chrapkę na całą Ruś, a więc i na tę jej część, która wchodzi­ła w skład Litwy.

Na pierwszy ogień poszła repu­blika nowogrodzka – największy organizm państwowy na Rusi, obej­mująca dzisiejszą północno-zachodnią Rosję. Propaganda mo­skiewska stawiała pod znakiem za­pytania nie tylko niepodległość No­wogrodu Wielkiego, ale także jego ustrój polityczny. Moskwicini argu­mentowali, że ta dawna domena książąt włodzimierskich powinna należeć do ich spadkobiercy księ­cia moskiewskiego. A demokracja wiecowa (taki ustrój panował w No­wogrodzie) to diabelski wymysł, podczas gdy absolutna władza mo­skiewskich Rurykowiczów pocho­dzi od samego Boga.

Nowogrodzianie zrozumieli sens tych gróźb i szukali wsparcia na Li­twie. Wprawdzie nie kochali Kazi­mierza Jagiellończyka, który w ko­lejnych traktatach polityczno-handlowych, jak mógł, cynicznie wyko­rzystywał słabnącą pozycję Nowogrodu Wielkiego, ale lepsze to niż nic. W 1471 roku bojarzy nowo­grodzcy zawarli sojusz z Wielkim Księstwem Litewskim, który dał Iwanowi III pretekst do rozpoczęcia działań wojennych. W godzinie pró­by , pochło­nięty walką z królem węgierskim Maciejem Korwinem o osadzenie na tronie czeskim swego syna Wła­dysława, nie udzielił pomocy ruskiej republice.

Lata osiemdziesiąte XV stulecia to nieprzerwane pasmo sukcesów politycznych Moskwy. Po odparciu najazdu Wielkiej Ordy Iwan III osta­tecznie zrzucił zwierzchnictwo ta­tarskie. Zawarł sojusz z Ordą Krymską i poszczuł ją przeciw Litwie: w 1482 roku najazd Krymców dotarł aż na Polesie i był początkiem ponad stuletniej serii ich rajdów na ziemie Litwy i Korony. Wchłonął też księstwo twerskie, które rywalizo­wało z Moskwą o prymat w dziele jednoczenia Rusi. Ukoronowaniem tych sukcesów stało się przyjęcie przez Iwana III tytułu wielkiego księcia „całej Rusi”.

W latach 1486-1492 Moskwa zagarnęła uznające zwierzchnictwo li­tewskie księstwa wierchowskie i księstwo wiaziemskie. W 1494 roku nowe nabytki zostały potwier­dzone w traktacie litewsko-moskiewskim, eufemistycznie nazwanym wie­czystym pokojem (później było ich wiele, ale żaden nie przetrwał dekady!). Co gorsza, kance­laria litewska pierwszy raz oficjalnie nazwała wówczas Iwana III wielkim księciem całej Rusi, licząc, że tym drobnym ustępstwem nasyci „groź­nego Moskwicina”. Litwini srodze się pomylili, bo śladami dziada podążył później Iwan Groźny, który przyjął ty­tuł cara Wszechrusi. W czasach o wie­le bliższych Piotr I – już nie Rurykowicz, ale Romanow – ogłosił się nawet imperatorem. Iwan III, wykorzystując wolę Aleksandra unormowania obustron­nych relacji, wcisnął mu za żonę swą córkę Helenę i obarczył obowiąz­kiem dopilnowania, aby pozostała przy wierze praojców. Zanim wze­szło szesnaste stulecie, Helena, nie trojańska, ale moskiewska, dostar­czyła mu pretekstu do wzniecenia nowej wojny, tym razem w obronie rzekomo uciśnionego na Litwie pra­wosławia. Tę śpiewkę dyplomacja moskiewska będzie nucić aż do upadku Rzeczypospolitej.

Była to wierutna bzdura. Prawo­sławni nie tylko nie doznali żadnych prześladowań, ale mieli w litewskich elitach swych reprezentantów, z kniaziem Konstantym Iwanowiczem Ostrogskim na czele.

, widząc, że z Moskwą nie przelewki, zawarł so­jusz z mistrzem zakonu inflanckiego Walterem von Plettenbergiem, by od­ciąć Moskwicinów od towarów i su­rowców z portów wschodniego Bałty­ku. Miasta inflanckie wprowadziły embargo na wwóz do Pskowa, Nowo­grodu Wielkiego i dalej do Moskwy miedzi, ołowiu i wyrobów metalo­wych, a potem także armat, kolczug i saletry. Pomysł nie dał spodziewa­nych efektów. Kupcy inflanccy ponieśli duże straty – ich obroty spadły o 1/3. Było też wielu takich, którzy zbijali fortuny, omijając blokadę i przemycając zakazane towary do Moskwy. Iwana III i jego następcę Wasyla III ratowali zwłaszcza Duńczy­cy, dostarczając armat, prochu, meta­li oraz specjalistów od produkcji wo­jennej, m.in. ludwisarzy.

Rozpoczęta w 1500 roku wojna litewsko-moskiewska szybko przybra­ła niepomyślny obrót dla Litwinów. Na stronę Moskwy przeszli książęta i . Ten drugi pożegnał Aleksandra Jagiellończyka wyrzutem: „Wasza Miłość we wszystkim mnie opuścił”. Li­twini nie zdołali odeprzeć moskiew­skiej ofensywy na Siewierszczyznę i Smoleńszczyznę. By ratować mają­cą wielkie znaczenie twierdzę w Smoleńsku, Aleksander wysłał tam ośmiotysięczny korpus pod wodzą księcia Ostrogskiego. Ten, niestety, za­niedbał rozpoznania i uderzył na kil­kakrotnie liczniejszego przeciwni­ka. 14 lipca 1500 roku nad Wiedroszą oddziały hetmana litewskiego zosta­ły doszczętnie rozbite. Ostrogski wpadł w ręce wroga. To był szok. Pierwszy raz wojska litewskie zostały tak dotkliwie pobite przez Moskwici­nów. Zważywszy na możliwości mobilizacyjne Litwy, kilkutysięczne stra­ty oznaczały, że Wielkie Księstwo by­ło prawie bezbronne. Jedyną nadzie­ją była pomoc Korony.

Litwinom sprzyjał fakt, że po śmierci Jana Olbrachta w 1501 ro­ku królem Polski został Aleksander Jagiellończyk i Korona ponownie zo­stała związana z Litwą ściślejszymi więzami. Dzięki temu jesienią 1502 roku udało się odblokować oblegany przez Moskwicinów . Nie­stety, strat politycznych i terytorial­nych nie można było uniknąć. Za­warty w kwietniu 1503 roku układ rozejmowy oddawał Moskwie całą zie­mię siewiersko-czernihowską oraz część smoleńskiej i witebskiej. Dy­plomaci litewscy zgodzili się też na używanie przez Iwana III i jego potomków tytułu „gosudara wsieja Rusi” i nie zdołali wynegocjować wymiany jeńców.

Moskwicini próbowali przecią­gnąć na swoją stronę najcenniejszą zdobycz kniazia Ostrogskiego. Wprawdzie w 1506 roku złożył on przysięgę księciu moskiewskiemu Wasylowi III, ale wkrótce zbiegł na Litwę, gdzie został przyjęty z wielkimi honorami i nadzieją, że odwojuje utracone ziemie.

Wielkie Księstwo Litewskie, ocze­kując końca sześcioletniego rozejmu, przygotowywało się do nowego star­cia. Wiele wskazywało, że zakończy się ono pomyślnie. W październi­ku 1505 roku zmarł długowieczny Iwan III i wydawało się, że jego na­stępca Wasyl III szybko nie dorów­na ojcu. Działania wojenne wznowio­no w 1507 roku, ale ich kulminacja przypadła na rok następny. Moskwicinom sprzyjał zamęt, który ogarnął Litwę w związku z buntem księcia Michała Glińskiego. Buntownik opanował szmat wschodniej Białorusi. Miał chrapkę nawet na Mińsk, ale Wasyl III nakazał mu marsz pod Orszę i połączenie z wojskami moskiewskimi.

Tymczasem dziesięciotysięczną armię litewską wsparły posiłki z Korony w sile ok. 5000 zaciężnych i ochotników. Na wyprawę osobiście podążył też król Zygmunt Stary. Jego taktyka była prosta: zmusić przeciw­nika do bitwy i rozbić go. Był bliski celu pod Orszą w lipcu 1508 roku, gdy obie armie dzielił tylko . Gliński, który w szeregach moskiewskich wyrósł na jednego z głównych dowódców, starał się sprowokować Polaków i Litwinów do rozpoczęcia przeprawy przez rzekę, aby uderzyć na nich. Wyrównanie porachunków z Zygmuntem stało się dla niego nie­mal obsesją. Jednak inni wodzowie moskiewscy, obawiając się dywersji ze strony załogi Smoleńska, nakazali odwrót na Siewierszczyznę. Zawarty w październiku 1508 roku kolejny pokój wieczysty potwierdził nabytki terytorialne Moskwy z lat 1494 – 1503.

Następna faza konfliktu rozpoczęła się w 1512 roku. Na celowniku Wasyla III ponownie zna­lazł się Smoleńsk, naj­większa twierdza na pograniczu moskiewsko-litewskim. Władca Moskwy dołożył starań, aby przygotować woj­ska do oblężenia. Zygmunt Stary, za­chwycając się walorami smoleńskiej warowni, pisał, że jest „potężna dzię­ki samej rzece [Dnieprowi], błotom, a także dzięki majstrom budowla­nym, którzy czworokątne strzelnice z dębowych belek obłożyli gliną od wewnątrz i z zewnątrz. Otaczają rów i bardzo wysoki wał, że ledwo wi­dać dachy budynków, a same umoc­nienia nie mogą być rozbite ani arma­tami, ani taranami, nie da się pod nie podkopać ani zburzyć, ani podpalić przy pomocy min, ognia i siarki”.

Od objęcia rządów książę mo­skiewski zaczął rozbudowywać park artyleryjski i oddziały piechoty. Dzięki zręcznej dyplomacji zdołał przełamać izolację gospodarczą swojego państwa. Pozyskał pomoc króla duńskiego Chrystiana II, doga­dał się z Hanzą i zneutralizował za­kon inflancki. Jego największym sukcesem był jednak zawarty w 1514 roku sojusz z cesarzem Maksymilianem I Habsburgiem i wielkim mi­strzem zakonu krzyżackiego Albrechtem Hohenzollernem, który zmieniał układ sił w tej części Euro­py. Sojusznicy zobowiązali się do wzajemnej pomocy i podzielili ewentualne łupy. Moskwa rościła so­bie prawa do większości terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego, a więc Ukrainy wraz z Kijowem oraz Białorusi, cesarstwo zaś do dawnych ziem zakonu krzyżackiego. Finalizacja sojuszu miała nastąpić w 1515 ro­ku, kiedy Moskwa i cesarstwo zamierzały wspólnie uderzyć na państwo polsko-litewskie. Jak widać, żarty się skończyły i Korona także znalazła się w nie lada opałach.

Wojska koronne brały udział w odpieraniu najazdów tatarskich i walkach z Moskwą od początku pa­nowania Zygmunta I. Dla słabej demograficznie i ekonomicznie Litwy pomoc Korony była poważnym wsparciem. Armia polska właśnie przechodziła modernizację. Ciężka jazda kopijnicza, droga w utrzymaniu i mało zwrotna, stawała się przeżyt­kiem, dlatego sprowadzano z Bałkanów chorągwie serbskich raców, któ­rzy dzięki sprytowi i szybkości dali się we znaki armii tureckiej. Na Śląsku i w Europie Zachodniej zaciągano ro­ty piesze lancknechtów. Baczniejszą uwagę zaczęto zwracać na organiza­cję artylerii i jednostek inżynieryjno-saperskich. Zwycięstwo pod Orszą będzie w dużej mierze zasługą pie­choty, artylerii i saperów.

W grudniu 1512 roku Moskwicini wysłali zagony jazdy w kierunku Orszy, Drucka, Wielkich Łuków i Kijowa z zadaniem zdezorganizowania zaple­cza Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wkrótce obiegli Smoleńsk. Dowódz­two nad tą operacją objął sam książę moskiewski. Oblężenie trwało sześć tygodni i tylko kapryśnej aurze należy przypisać, że miasto nie wpadło w rę­ce wroga. Również druga próba zdo­bycia twierdzy latem i jesienią 1513 ro­ku zakończyła się fiaskiem.

Za trzecim razem Wasyl III staran­niej przygotował kampanię. Zadanie wzięcia Smoleńska powierzył naj­bardziej doświadczonym wodzom: kniaziom Glińskiemu i Szczeni. Dy­wersję na litewskim zapleczu mieli prowadzić namiestnicy nowogrodz­cy Wasyl Szujski i Wasyl Morozow. Wojska moskiewskie, liczące ok. 80 tys. ludzi i dysponujące – według róż­nych przekazów – 140-300 arma­tami, rozpoczęły działania wczesną wiosną 1514 roku. W lipcu pod Smo­leńsk przybył Wasyl III i zarządził zmasowany ostrzał artyleryjski. Zniszczenia oraz straty wśród obroń­ców musiały być duże, bowiem na­miestnik smoleński Jurij Sołohub pod presją miejscowych bojarów rozpoczął rokowania kapitulacyjne. Z drugiej strony prowadził je kniaź Gliński, któremu wielki książę mo­skiewski obiecał ponoć namiestnic­two w zajętym Smoleńsku. 31 sierp­nia obrońcy otworzyli bramy, a na­stępnego dnia do miasta wjechał książę moskiewski.

Wasyl III złamał jednak obietni­cę daną Glińskiemu i wysłał go w kierunku Orszy, aby zatrzymał odsiecz wojsk litewsko-polskich. Prawdopodobnie wtedy kniaź na­wiązał kontakt z królem Zygmun­tem, licząc, że będzie mógł powró­cić na Litwę. Gdy próbował dotrzeć do obozu królewskiego pod Borysów, został schwytany i w kajdanach odesłany do Moskwy.

Tymczasem w końcu sierpnia w okolice Orszy dotarły trzydziestopięcio-czterdziestotysięczne siły moskiew­skie pod dowództwem koniuszego Iwana Czeladnina. Na razie miały tyl­ko obserwować ruchy przeciwnika. Jednak Czeladnin i pozostali dowód­cy moskiewscy byli tak pochłonięci sporami, że zlekceważyli wieści o po­chodzie przeciwnika.

W nocy z 7 na 8 września 1514 ro­ku ok. 5 km na wschód od Orszy ar­mia polsko-litewska sprawnie prze­prawiła się na południowy brzeg Dniepru. Oddziały dowodzone przez hetmana wielkiego litewskiego Kon­stantego Ostrogskiego i polnego Ja­nusza Radziwiłła liczyły ok. 25 tys. jaz­dy i piechoty, z czego blisko jedną trzecią stanowił kontyngent polskiej jazdy zaciężnej, piechoty oraz ochot­ników prowadzonych przez hetma­na nadwornego Janusza Świerczowskiego i starostę trembowelskiego Wojciecha Sampolińskiego.

Pierwsza pokonała rzekę lekka jazda, pod której osłoną ruszyły wpław chorągwie ciężkiej jazdy kopijniczej. Następna w kolejce była ar­tyleria i piechota: rota inżynieryjno-saperska mieszczanina żywieckiego Jana Baszty uwijała się jak w ukropie, ciężkie armaty i puszkarze dowodze­ni przez Hansa Wejsa i Jana Behema z Norymbergi zostali w mig przerzu­ceni po moście sporządzonym na­prędce z łodzi i bali. Przed Polakami i Litwinami rozpościerała się przecię­ta wąwozem rozległa równina, wspa­niały teren do wyrównania zadaw­nionych rachunków.

Zaskoczeni Moskwicini, mając za plecami pas łagodnych wzgórz, uszykowali siły w tradycyjny sposób: w centrum stanął pułk wielki pod do­wództwem Czeladnina i pułk przed­ni Iwana Temki Rostowskiego, na prawo pułk wojewody Michaiła Bułhakowa-Golicy, na lewo ludzie kniazia Andrieja Oboleńskiego, w odwodzie zaś pozostawała jazda wojewody Grigorija Fiodorowicza Dawydowa.

Ostrogski myślał o związaniu wro­ga w centrum i rozbiciu go atakiem ciężkiej jazdy ze skrzydła. Dlatego naprzeciwko najsilniejszego pułku Czeladnina ustawił większość pie­choty i artylerii, wspomagane przez dziesięć doborowych chorągwi zaciężnych i ochotników z Polski (m. in. lekkozbrojną nadworną chorągiew Sampolińskiego). Na lewe skrzydło desygnował dziesięć polskich chorą­gwi kopijników pod dowództwem hetmana Świerczowskiego, a na pra­we trzon sił litewskich. Oba skrzydła osłaniała lekka jazda litewska. Ostrogskiemu pozostało jeszcze kil­ka rot lancknechtów i nieco artylerii, które to siły przezornie ukrył na stokach wąwozu, przewidując, że jeśli Czeladnin połknie przynętę, tutaj mogą się rozstrzygnąć losy bitwy.

Mimo że Moskwicini przegapili szansę pobicia przeciwnika podczas przeprawy, ukształtowanie terenu działało na ich korzyść. Pozycje Pola­ków i Litwinów znajdowały się w za­kolu rzeki i w razie niepowodzenia odwrót niechybnie zakończyłby się katastrofą. Niewykluczone, że Ostrogski, ryzykując przeprawę pod nosem przeciwnika i zajmując niekorzystne pozycje, chciał utwier­dzić Czeladnina w przekonaniu o swej przewadze i ośmielić do wal­ki. Podobny manewr – wróg od czo­ła, za plecami rzeka – 91 lat później powtórzy pod Kircholmem Jan Karol Chodkiewicz.

Zastanawiające, ale około godz. 9, kiedy wszystko było zapięte na ostat­ni guzik, Ostrogski zwlekał z rozpo­częciem bitwy. Być może pięćdziesięciokilkuletni hetman zamyślił się: niegdyś Wiedrosza, dzisiaj Dniepr… Wspomnienie dawnej klęski i niewo­li musiało go męczyć jak zmora.

Około południa czas rozterek się skończył. Oto bowiem z prawego skrzydła moskiewskiego ruszył pułk wojewody Bułhakowa-Golicy, który zamierzał oskrzydlić koroniarzy. Sampoliński, nie oglądając się na niezdecydowanego Ostrogskiego, ruszył do starcia. Napór Moskwicinów był tak duży, że jazda starosty trembowelskiego wycofała się pod osłonę ustawionej w centrum piechoty i artylerii, które celnym ogniem powstrzymały szarżujących Moskwicinów. Ciężkozbrojni Sam­polińskiego, wspomagani przez lek­ką jazdę litewską (m.in. chorągwie służby ziemskiej wołyńskiej), ponow­nie spróbowali szczęścia: ich uderze­nie było tak silne, że jazda Bułhako­wa-Golicy poszła w rozsypkę.

W boju odznaczył się młody Jan Tarnowski, który dowodził ochotni­czym hufcem synów rodzin możnowładczych. Na obrazie „” nieznany malarz przedstawił ten krwawy epizod z detalami: moskiew­ski pułk po prawej stronie niemal w całości ulega zagładzie, broczący krwią żołnierze moskiewscy konają na brzegu lub wpadają do Dniepru. Z kolei według autora jednego z ru­skich latopisów przyczyną rozbicia pułku Bułhakowa-Golicy był brak po­mocy ze strony Czeladnina, który miał z podkomendnym na pieńku.

Tymczasem na prawe skrzydło wojsk polsko-litewskich natarł pułk kniazia Andrieja Oboleńskiego. Ostrogski pchnął ku niemu swoich Litwinów, którzy zaczęli spychać wroga. Wtedy Czeladnin posłał w sukurs Oboleńskiemu część swe­go pułku i siły wojewody Temki Ro­stowskiego. Wobec ich przewagi het­man wielki litewski zarządził pozo­rowany odwrót, aby wciągnąć prze­ciwnika do wąwozu, gdzie czaiły się roty lancknechtów i pusz­karze ze swoimi falkonetami. Zasadzka powiodła się: ściśnięci w wąwozie Mo­skwicini zostali zasypani morderczym ogniem. Kula armatnia zmiotła z siodła wojewodę Iwana Temkę Rostowskiego, padł także kniaź .

Rozpoczęła się zagłada armii mo­skiewskiej. Ostrogski naka­zał uderzenie, pod którym pękły w cen­trum oddziały dowodzone przez Czelad­nina. Dowódca moskiewski wprawdzie do­tarł do trzymanego w odwodzie pułku straży tylnej, ale i tu zbliżała się agonia. Ciężka jazda het­mana koronnego Świerczowskiego i lekkozbrojni Jerze­go Radziwiłła rozbili resztki Moskwicinów. O godz. 18 było po wszystkim. Pościg za niedobitkami trwał do północy.

Trudno oszacować, jakie były straty moskiewskie, ale lekkomyślnie byłoby ufać przekazom propagandy Zygmuntowskiej, która armię Czeladnina przesadnie liczyła na 80 tys. jazdy. Według niej, straty Moskwicinów miały się­gać aż 40 tys. zabitych. Bez prze­sady można stwierdzić, że w rze­czywistości sięgnęły kilkunastu tysięcy zabitych i rannych. Do niewoli dostało się też niemal całe dowództwo i zastępy bojarstwa moskiewskiego, m.in. Czeladnin, Bułhakow-Golica, przed­stawiciele książęcych rodów: Rurykowicze z linii riazańskiej, jarosławskiej, starodubowskiej i smoleńskiej. Z tego względu dla Moskwy klęska orszańska okazała się katastrofą elit.

Zwycięstwo osiągnięto dzię­ki współdziałaniu Korony i Li­twy. Choć nie przyniosło wy­miernych korzyści strategicz­nych (nie udało się odzyskać Smoleńska), to dzięki dobrze zorganizowanej kampanii propagandowej prestiż dynastii Ja­giellonów na dworach zachodnich wydatnie wzrósł. Wiktoria orszańska zatrzymała ofensywę militarną Moskwy oraz – co ważniejsze – rozbiła krystalizu­jącą się ligę antyjagiellońską z udziałem cesarstwa, Moskwy, zakonu krzyżackiego i Wołosz­czyzny. Bez niej nie byłaby moż­liwa pacyfikacja stosunków między Jagiellonami a Habs­burgami podczas zjazdu wie­deńskiego w 1515 roku.

Wielkie słowa uznania należą się Konstantemu Ostrogskiemu, który pod Orszą – niczym rasowy wódz zachodnioeuropejski – umiejętnie wykorzystał różne rodzaje broni, czyniąc ze swojej armii dobrze zorganizowaną siłę. To zwycięstwo pokazało, że z re­guły mniej liczna armia polsko-litewska góruje nad wschodnim przeciwnikiem wyszkoleniem, organizacją oraz uzbrojeniem. Podobna przepaść cywilizacyj­na dzieliła wówczas Polskę i Litwę od Moskwy. Tu renesans, tam śre­dniowiecze.

https://kresy24.pl/505-lat-temu-pod-orsza/
Tags: empire du mal, lituanie, occupation par les russes, politique, pologne
Subscribe
  • Post a new comment

    Error

    Anonymous comments are disabled in this journal

    default userpic

    Your IP address will be recorded 

  • 0 comments