Rudy Ogon (rudy_ogon) wrote,
Rudy Ogon
rudy_ogon

Boże Ciało a tolerancja



Motto:
„Jezu łaskawy, chrześcijański Boże, | Wspomnij na Polskę, która już nie może” [pieśń dziadowska o tumulcie toruńskim]

Horyzont oczekiwań

To nie żart ani nadmierna prowokacja. Zestawienie „tolerancji” i Najświętszego Sakramentu jest ważnym probierzem. Aczkolwiek wyniki tego zestawienia oceniać będą inaczej ludzie normalni, a inaczej ci z prasowego mejnstrimu.

Tumult toruński

To bowiem pośrednio właśnie z powodu Najświętszego Sakramentu (jak wyglądała ta pośrednia droga, zaraz wyjaśnię) w dniu 17 lipca 1724 roku tłum protestantów napadł na jezuickie kolegium w Toruniu. Polska słyszała o tym w dziadowskiej pieśni:

„A heretycy gdy się zbuntowali | I kamienice wszystkich obesłali: | Aby wychodzili, | Klasztór rujnowali | Jeżoitów – W około miasta bromy zamykali, | Ludzi polskich w miasto nie puszczali, | Krucyfix zrąbali, | Szpadą przebijali | Obrazy święte – Na środku miasta ogień założyli,|Najświętszej Panny obraz weń włożyli. |Krzyczeli, wołali,|Nogami deptali: |Broń się Maryja!”

Tak w zasadzie było. Napastnicy pobili kilku jezuitów, zdemolowali wnętrze budynku, w tym kaplicę, połamali sprzęty, w tym ołtarze, których resztki spalili na stosie, a wraz z ołtarzami – podobno – także obraz Matki Boskiej. Wydarzenie wzburzyło polską, szlachecką opinię publiczną; toruńskim protestantom wytoczono proces przed Sądem Sejmowym. W owych czasach prawo mówiło jasno: za bluźnierstwo i zbezczeszczenie świątyni (podobnie jak za podniesienie ręki na Majestat królewski) groziła śmierć. Choć oczywiście wyrok nie musiał być aż tak surowy. Tym razem jednak był:

„Dziesięciu ich wzięto, | Ręce im ucięto, | Czteroma; |Jedenastego prezedenta wzięto | I o piątej go na ratusie ścięto, | Innych zaś pobrali, | Drugich ćwiartowali | Na teatronie.”

Na śmierć skazano niektórych bezpośrednich uczestników zajścia oraz burmistrzów: „prezydenta” Roesnera i Zerneckego. Tych ostatnich za to, że jako gospodarze miasta nie przeszkodzili publicznej napaści i zbezczeszczeniu przedmiotów kultu. Wyrok wykonano, z trzema wyjątkami: dwaj spośród skazanych uciekli, a trzeci – powszechnie szanowany burmistrz Zernecke – uniknął śmierci dzięki ułaskawieniu. Protestanci musieli też oddać katolikom kościół Najświętszej Maryi Panny i dopuścić mieszczan-katolików do pięćdziesięcioprocentowego udziału w Radzie Miejskiej. I wygnać dwu najbardziej „antykatolickich” pastorów. I przenieść gimnazjum toruńskie poza mury… I wybudować na koszt miasta figurę Najświętszej Maryi Panny… Na Torunian padł blady strach.

Nietolerancja

Hasło w „Wikipedii” („Tumult toruński”) wśród negatywnych konsekwencji tego wydarzenia wymienia „antypolską kampanię”, jaką z okazji okrutnego wyroku zorganizowały Prusy i Rosja, oskarżając Rzeczpospolitą o nietolerancję i nawet – ze strony pruskiej – rozważając zbrojną interwencję. Do interwencji nie doszło, ale sprawa została rozpropagowana przez sporo grafik i druków. Owa medialna kampania odniosła europejski sukces, mimo że w owej Rosji i w owych Prusach nie okazywano w tamtych czasach tolerancji wobec „niepaństwowych” wyznań. Do hasła w „Wikipedii” dodać by należało, że właśnie dzięki owej kampanii każdy porządny Niemiec wie dzisiaj, co to takiego „Thorner Blutgericht” z roku 1724, ergo jak okropnie obchodzili się katolicy-Polacy z Bogu ducha winnymi niemieckimi protestantami. I że w ogóle Polacy to naród nietolerancyjny.

I tu właśnie –

– mimo zapisu o „antypolskiej kampanii” – autor wikipediowego hasła nie uniknął pewnej niekonsekwencji. Pisze bowiem zaraz potem, że „Thorner Blutgericht” był to „kolejny sygnał zmierzchu epoki tolerancji religijnej na terenie Rzeczypospolitej” i że tak surowa kara, wydana na burmistrzów i uczestników tumultu sprzeczna była „z ideałami rodzącego się Oświecenia”. Jak więc było naprawdę – czy mieliśmy do czynienia z antypolską kampanią, czy też może ze słusznym głosem europejskiej opinii publicznej i „rodzącego się Oświecenia”? Mym zdaniem był to raczej objaw nadchodzącej słabości „Polski, która już nie może”, i która raz (rekami swej szlachty i króla) postanowiła postawić na swoim – i za to medialnie oberwała. Na razie tylko medialnie. Bowiem…

…Toruń był dziwnym miastem.

Korzystał w Rzeczypospolitej z przywilejów niezależności i bogactwa, jako jedna z dwu największych metropolii Korony. Był też Rzeczypospolitej wierny, ale na katolicką, polską szlachtę patrzył z ukosa. Mentalność Torunian określał dwojaki status: zarazem niemiecko-protestanckiej, dysydenckiej, mniejszościowej wyspy w katolickim morzu i jednocześnie protestancko-niemieckiego suwerena w swoich obszernych, niezawisłych murach. Stąd też katoliccy szlachcice, reprezentanci naszej republikanckiej wszechwładzy, przybywając do Torunia z oburzeniem stwierdzali, że przekroczywszy bramy miasta stają się… dysydentami. Katolicy nie byli do Rady Miasta dopuszczani. Nie dopuszczano też kalwinistów, głównie dlatego, że tego wyznania była protestancka szlachta polska, a tej we władzach miejskich widzieć nie chciano. Natomiast za przestępstwa popełnione w obrębie murów szlachcic mógł trafić do miejskiej wieży, pomimo że winien go był – jako szlachcica – sądzić szlachecki trybunał. Istniała jednak w Toruniu ważna ekspozytura szlacheckiej, katolickiej Polski – kolegium jezuickie przy kościele świętego Jana (dziś katedra śś. Janów). Nic też dziwnego, że studenci-katolicy darli koty ze studentami sławnego, protestanckiego, toruńskiego Gimnazjum. Zaś momentem najsposobniejszym do kłótni okazywały się waśnie na tle szacunku dla odmiennego wyznania, zwłaszcza dla katolickich procesji, odbywających się w otwartej przestrzeni pół-publicznej, sąsiadującej z publiczną przestrzenią protestanckiego miasta. Bo…

…Najświętszy Sakrament…

…budził (i budzi, tudzież budzić winien) u wszystkich katolików lęk i trwogę: Mysterium Tremendum. Wiadomo było, że protestanci sensowności tego Mysterium zaprzeczali. Czasem – demonstracyjnie. Właśnie w dniu 16 lipca 1724 roku w Toruniu w uroczystej procesji z okazji święta Matki Boskiej Szkaplerznej prowadzono Najświętszy Sakrament wokół kościoła św. Jakuba, po przykościelnym cmentarzu. Studenci-protestanci podeszli do procesji i stanęli w czapkach, podczas gdy katolicy klękali przed Sanctissimum z obnażonymi głowami. Jeden ze studentów-katolików podszedł do protestanckiej grupki i zaczął przymuszać do zdjęcia czapek tudzież przyklęknięcia:

„A heretyk zasie przy tej furcie stojąc | I kapelusza z głowy nie zdymując; | Sztudent przyskoczywszy, | Kapelusz zróciwszy: | Patrz co jest!”

Nastąpiła ostra sprzeczka i bójka. Kiedy po jakimś czasie ten sam student-katolik wychodził z kościoła, znów natknął się na swoich adwersarzy. I znów się pobili, ale teraz Polakowi pomogli przyjaciele; jednak pojawiła się też straż miejska:

„Sztudenta złapali, | Do więzienia dali, | Choć nic nie winien”.

W odwecie nastąpiła akcja katolików:

„A sztudenci dwóch lutrów złapili, | I na szkoły swe, tam ich zasadzili. | Dopotąd trzymali, | Pokąd nie puścili | Sztudenta.”

Studenci, zamknąwszy protestanta (jednego, nie dwóch) w Kolegium, zażądali uwolnienia kolegi. Wówczas zebrał się tłum obywateli i protestanckiego motłochu, grożący napaścią na klasztor jezuitów. Burmistrz posłał straż miejską, iżby pilnowała porządku, odbyto dwustronne rozmowy i ostatecznie „zakładnicy” obu stron zostali zwolnieni. Ale tłum się nie rozszedł; i gdy miejskie „siły porządkowe” ustąpiły z miejsca wydarzeń, dokonał agresywnej napaści, której efekty już znamy:

„Aż do dwunastéj ledwie ugasili; | Do Cymboryi jeszcze strzelać chcieli. | Ale uproszono | – W tem ich rozproszono | Heretyków.”

Siły porządkowe wprawdzie znowu przybyły pod Kolegium, ale tym razem za późno. A potem rada miasta zamiast aresztować winnych, przeprowadzić śledztwo, wykazać swoje zdecydowanie – zaczęła grać na zwłokę.

Dlaczego…

…interwencja władz toruńskich wobec własnych obywateli okazała się nieskuteczna? Dlaczego ku wściekłości katolików, usiłowano sprawie „ukręcić łeb”? Burmistrz musiał chyba wiedzieć, że za podobny tumult miasto może srogo odpowiedzieć, że dla wielu osób może to być sprawa gardłowa?… Otóż nie, nie do końca! Burmistrzowi zależało wprawdzie na porządku, ale wiedział też, że bogate miasto wielokrotnie już wybroniło się od podobnych szlachecko-katolickich oskarżeń w analogicznych do tego przypadkach. Przy doskonałym ustosunkowaniu toruńskich mieszczan, polscy senatorowie, którzy nie byli tak „fanatyczni” jak „prosta” szlachta, jezuici i jezuiccy studenci – chętnie pomogą. Wystarczy odpowiednia łapówka, podarek, etc. W ten sposób naprzykrzającym się, bezczelnym, polskim katolikom da się prztyczka w nos; sami się o to napraszają. Ale tym razem okazało się, że sprawa nie przyschła, bo tłum poswawolił za bardzo, bezczeszcząc miejsce kultu. A prawo mówiło wyraźnie, co za to grozi… A król chciał się popisać silną wolą i rozegrać to jako element swego immage’u… A szlachta dość miała swojej bezsilności wobec dumnego, protestanckiego Torunia …

Tolerancja, nietolerancja…

Nie ma wątpliwości, że u początku całego zdarzenia stała sprzeczka o to, czy i jak mamy okazywać szacunek tak zwanym „wartościom” w sposób, jaki ich wyznawcy tego sobie życzą. Wchodząc na teren żydowskiego cmentarza każdy dobry katolik zakrywa sobie głowę, choć Żydem nie jest – bo tak należy okazywać szacunek żydowskiemu sacrum. Podobnego poszanowania nie okazali protestanci wobec sacrum katolickiego. Oczywiście katolicy zapewne nie pozostawali dłużni. Okazali się równie nieuprzejmi, a na dodatek zuchwali i uparci. Ale to kolegium jezuickie zostało splądrowane, a nie protestancki zbór. Tak więc Sąd sejmowy postąpił surowo – bardzo surowo – ale jednak wedle prawa. Proces odbywał się lege artis, wina została udowodniona, role poszczególnych osób wyjaśnione i ocenione.

Mimo to Europa osądziła Rzeczpospolitą źle. Bardzo źle. Wyrokowi można było zarzucić zbytnią surowość. Można też było zarzucić nadmierne obciążenie burmistrzów, którzy przecie nie brali udziału w tumulcie. A nietolerancja? No tak: narzucono protestanckiemu miastu półkatolicki skład Rady, pozbawiono ich wyznaniowego Gimnazjum i świątyni. Później torunianie bardzo długo starali się o wybudowanie nowego zboru (złośliwość losu sprawiła, że po II wojnie światowej zbór ten przejęli i do dziś w nim siedzą… – jezuici!). A więc podstawa do złej opinii o polskiej tolerancji – jest. Wyrok był skierowany nie tylko przeciwko osobom dokonującym tumultu, ale i przeciwko wyznawcom protestantyzmu, w imieniu których niejako tumult ten został dokonany. Tumult skierowany przeciwko przedstawicielom religii panującej w Rzeczypospolitej.

Wszystko to prawda. Zastanawiam się jednak, czy za europejską opinią publiczną nie stało przez przypadek także i następujące przeświadczenie: „domniemana świętość Najświętszego Sakramentu, świątyni i liturgicznych sprzętów to fikcja; przestańcie się wreszcie upierać przy zabobonie i odczepcie się od mądrych, europejskich, niemieckich obywateli”?…

Analogia prostacka

I nie pisałbym o tym wszystkim, gdyby nie obecne święto Bożego Ciała – które jest publicznie świętowane, uznawane etc. – i dzisiejsza sytuacja, jakże analogiczna, katolickiej „Polski która już nie może”. Aż za prosta to analogia, łopatologiczna i prymitywna. Ale jest, nie da się ukryć. Nasze prawo respektuje katolicki światopogląd, wyrasta z niego. Europejska opinia publiczna zaczyna jednak ten światopogląd oficjalnie podważać. I zaczyna działać w tym kierunku, aby przestał być podstawą prawa. I oto mamy sytuację, w której stosunkowo nieliczne osoby innej orientacji (cokolwiek pod tym słowem rozumieć, nie myślę tu o określeniu jednoznacznym) – grają temu prawu na nosie, naginają i negują je, wyśmiewają się zeń. Żeby przekonać się, że to prawda – wystarczy poczytać „Bożocielne” wydania pewnych gazet. Piszę to jeszcze przed Bożym Ciałem, będąc przekonany, że tak właśnie będzie, że i w tym roku cos ciekawego przeczytam w „tolerancyjnej”prasie. Tymczasem większość katolików pozostaje na te zagrywki obojętna, choć ich pewno te zagrywki denerwują; a reagująca mniejszość katolików wydaje się bezsilna. Ta sytuacja ośmiela jeszcze obrazoburczą mniejszość.

Czy mylę się, czy też taka właśnie sytuacja doprowadziła do toruńskiego tumultu i jego konsekwencji?

Jacek Kowalski

https://kresy.pl/publicystyka/boze-cialo-a-tolerancja/

Tags: incrédulité et blasphème, politique, pologne, église catholique
Subscribe
  • Post a new comment

    Error

    Anonymous comments are disabled in this journal

    default userpic

    Your IP address will be recorded 

  • 0 comments